23.09.2012

Przychodzi babsko do drogerii

Na początek słowo wyjaśnienia. Pisząc babsko nie mam na myśli kobiet wiedzących jak się zachować w drogerii czy innym sklepie.

Każda z nas staje przynajmniej raz w miesiącu przed półką z kosmetykami i zastanawia się co ostatecznie wyląduje w koszyku. Myślimy, oglądamy, czytamy sprawdzamy testery jeżeli takie się znajdują, ale co robimy gdy chcemy kupić np. krem do twarzy? Standardowo czytamy w domu recenzje, a w drogerii bierzemy upatrzony krem i idziemy dziarskim krokiem do kasy. W domu, tak jak to było w moim przypadku, otwieramy sobie krem i co ukazuje się naszym misternie pomalowanym oczkom? Otóż nasz krem posiada zerwane do połowy sreberko zabezpieczające. I stąd dzisiejszy tytuł posta.
Po pierwsze, nie po to coś jest zabezpieczone, żeby topić w tym paluchy. Ostatecznie po otwarciu wypadałoby kupić dany kosmetyk.
Po drugie, sprawdzić zapach? Idąc dalej moim przykładem na kremie widniał napis, że jest to krem nagietkowy więc raczej będzie pachniał nagietkami.
Ręce opadają, ale nie ma tego złego... Teraz przynajmniej już wiem, żeby sprawdzać wszystko przed kupieniem, nie tylko pudełka z farbami( czy ich zawartość się nie uszczupliła).

Może Was spotkało coś podobnego, bądź byłyście świadkami podobnych sytuacji? ;)

34 komentarze:

  1. Ja do tej pory spotkałam się tylko z poodrywanymi gratisami : o

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba nawet wiem w jakiej drogerii kupowałaś... Malowanie się pełnymi produktami, używanie lakierów do paznokci, odlewanie kremów do rąk, dolewanie wody do rozlanej wody kolońskiej albo płynu micelarnego, sklejanie opakowań rozwalonych taśmą klejącą, sprzedawanie testerów jako pełnych produktów, zaklejanie produktów, do których ktoś włożył paluchy taśmą klejącą (eyelinery w żelu, podkłady do twarzy), żeby klient myślał, że produkt jest świeży i nowy.... norma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dolewanie wody? widocznie mało wiem na temat tego co się tam dzieje

      Usuń
  3. Ja wybierając kosmetyk dla siebie regularnie spotykam się z takimi sytuacjami. Okropnie mnie irytują poodrywane zabezpieczenia, umazane "od sprawdzania" buteleczki lakierów do paznokci. No strasznie mnie to wkurza! A nagminnie sytuacja się powtarza jeżeli chodzi o masła do ciała. Teraz zawsze w drodze do kasy sprawdzam czy mój łup został obmacany, a jeżeli okazuje się, że tak - idę i go wymieniam na świeży.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tak nie miałam na szczęście, staram się sprawdzać to, co kupuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja czasem widze, jak babeczki otwieraja kremy, rozdzieraja srebrna ochronke i babraja paluchy w zawartosci...
    co mnie strasznie razi to takze otwieranie tuszy. pozniej sie tylko dziwic, ze sie kupilo wyschniety tusz.

    OdpowiedzUsuń
  6. O nie, masakra! I weź tu się nie zdenerwuj - prawdziwe babska!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli opakowanie nie ma folii zabezpieczającej wieczko to zawsze sprawdzam, czy zawartość nie jest mniejsza lub "udziabdziana" palcami. ;) Niestety, takie są już "babska".

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja zawsze biorę opakowania, które stoją jako 3 - 4 i raczej nie spotkałam się jeszcze z taką sytuacją

    OdpowiedzUsuń
  9. po co otwierać kremy??Nie rozumiem tych kobiet

    OdpowiedzUsuń
  10. nałogowo sprawdzam, czy wszystko jest odpowiednio zabezpieczone nim coś kupię - kremy bez folii są dla mnie podejrzane, nie wiadomo kto w nim moczył paluchy - no chyba że kupuję coś z apteki to tak już jest z tym lepiej

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam taką sytuację niekosmetyczną.. Kupiłam w aptece lek Urofuraginum. Ponieważ zwijałam się z bólu z powodu pęcherza. Pani podała mi lek 'spod lady', nie brałam go sama z półki. Ledwo doczołgałam sie do domu i co się okazało? Jest wszystko oprócz 'listka'. Zalałam się łzami..z bólu, z bezradności, ze złości.
    Zaczęłam dzwonić do tej apteki (chociaż kto mi uwierzy, że leku nie było. raczej pomyślą, że to ja lek wyciągnęłam i chcę wyłudzić kolejny). O dziwo po prawie 2h intensywnego dzwonienia się dodzwoniłam. Powiedzieli, żebym przyszła dziś i wymienią. Poszłam i wymienili.. Poszłam..znaczy ledwo się doczołgałam.
    Mam za to nauczkę żeby sprawdzać wszystko. Nawet to co farmaceutka podaje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie rzeczy niestety się zdarzają, ludzie myślą, że wszystko im wolno! :// pozdr

    OdpowiedzUsuń
  13. mi na szczęście nie zdarzyło się coś takiego, aczkolwiek zawsze wybieram produkty te z końca półki tak na wszelki wypadek. Problemem jest moim zdaniem brak przy wielu produktach testerów

    OdpowiedzUsuń
  14. łoo to już przesada , na szczęście sprawdzam wszystko dokładnie i wymacanych rzeczy nie biorę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. bez przesady żeby robić takie coś;/

    OdpowiedzUsuń
  16. ja byłam świadkiem jak pracownice w rogu sklepu dzieliły się między sobą testerami i próbkami :) a gdy zapytałam przy kasie, czy otrzymam próbkę bazy jakiejś tam firmy, pani stwierdziła, że nie otrzymują ani testerów, ani próbek.. ciekawe.. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja kupiłam kiedyś wyschnięty tusz do rzęs i to nie raz, a raz wodę toaletową w opakowaniu, w której brakowało 1/5 zawartość :/

    OdpowiedzUsuń
  18. co za chamstwo... ja próbuję brać rzeczy z tyłu ale podobno te baby już też odkładają macane produkty na tył

    OdpowiedzUsuń
  19. ludzka bezmyślność nie ma granic...

    OdpowiedzUsuń
  20. ja jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją, ale gdybym wydała pieniądze w błoto, to bym się bardzo wkurzyła

    OdpowiedzUsuń
  21. Mi na szczęście nic takiego się nie trafiło, ale to naprawdę chamstwo.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja bym ten krem odniosła... To już szczyt wszystkiego co ludzie wyprawiają...

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja przed zakupem zawsze wszystko sprawdzam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Spotkało mnie takie coś w Naturze. Dlatego rzadko kiedy kupuję w drogeriach. Raczej w aptekach, Sephorze i Douglasie. Czasem także w TBS i Organique. Nic jeszcze nigdy nie było macane, zawsze zabezpieczone, czasami także zafoliowane ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Norma... Dlatego niestety, ale trzeba sprawdzać większość rzeczy ;/

    OdpowiedzUsuń
  26. też nienawidzę czegoś takiego - po coo to robią ? dla jaj ;/;/ beznadzieja dlatego lubię jak kremy mają folię zabezpieczającą ;) ale takto to masakra- testują odrywają, w tusze napompowywują powietrza ehhhh co za ludziki ;/

    OdpowiedzUsuń
  27. Nienawidzę tego :/ Ale tak to już bywa, że znajdą się takie osoby, które wszędzie muszą wsadzić palucha :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Mnie się na szczęście nic takie nie przydarzyło (a przynajmniej nie pamiętam). Zawsze staram się sprawdzać czy wszystko jest ładnie zamknięte, ale nie zawsze pamiętam, za to zawsze sprawdzam termin ważności szczególnie na produktach spożywczych :D

    OdpowiedzUsuń
  29. mnie się przytrafiła sytuacja, tragiczna :(

    a więc kupiłam farbę BLOND ... wycztałam w necie dobre opinie.

    wymieszałam, ale coś mnie podkusiło i nałożyłam farbę tylko na jedno pasmo na szerokość z 5 cm PO CAŁEJ DŁUGOŚCI , by sprawidzić jaki kolor wyjdzie...

    zagapilam sie na film, po 20 min ide do lustra i coooo ?!!!

    pasemko jest w kolorze CZARNYM !

    jakieś babsko musiało grzebac w farbach,a na koniec celowo lub nie, do blond pudelka wsadziła czarny kolor.

    takze od tamtego dnia patrze, czy symbole odpowiadaja temu co jest na pudelku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o.O masakra, współczuję, nigdy nie spodziewałabym się zamiany farby

      Usuń
  30. Mnie trafiło się otwarte pudełeko masła do ciała w biedronce. A z rzeczy niekosmetycznych kupowałam potrójne opakowanie kinder niespodzianek, jedna była zjedzona :D

    OdpowiedzUsuń

To nie jest miejsce na reklamę- spam będzie usuwany :)